Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Siwe Paryże, czy Marsylie żółtawe?

piątek, 29 lutego 2008 18:46
        Jak człowiek jest przekorny to wszyscy patrzą na niego jak na idiotę. Kiedy człowiek ma przekorną naturą, sam bierze siebie za tego idiotę. Rany czy ja na prawdę muszę zadawać sobie to pytanie: "Jak to możliwe, że pomimo złych ocen i nudnych lekcji mam dobry humor, i na odwrót"??? Oczywiście, całe moje życie nie skupia się na szkole, ale w niestety jest to spora jego część, która ma całkiem duży wpływ na pozostałą nieszkolną część życia.
I właśnie w takie dni jak dziś, kiedy to szkolne życie chce wpłynąć na mnie negatywnie, ja , OCZYWIŚCIE muszę zrobić coś na opak i mieć humor doskonały!!!!
        Może wynika to z mojej wrodzonej umiejętności załamywania ludzi( a właśnie, nie spodziewałam się, że moja historia o mapie może aż tak bardzo kogoś załamać)???
W każdym razie nawet spr z matmy(ostateczny wynik poprawiłam na zły) i oceny z polskiego(mój felieton dostał 4) mnie nie załamały- znaczy mnie nie da się złamać, ale w piątek można podłamać i szczerze mówiąc dziwię się bardzo, że dziś podłamana nie jestem.
  To pewnie z powodu tych ślicznych kolczyków z labradorytu które zrobiła Marta i której blog jest o tu.
  Albo z powodu pana S(prof. gejografii) który powiedział, że nie muszę mu podawać nazwiska bo kto by mnie nie znał i się do mnie uśmiechnął i dziewczyny były zazdrosne(warto dodać, że Pan S jest...jakby to powiedzieć: śmiechogenny. Nasza ulubiona gra- Patrz na niego przez 3 min i nie wybuchnij śmiechem) a Piotrek dał mu batona XD.
  Jednak najbardziej prawdopodobnym powodem jest spora ilość endorfin, które spożyłam w postaci czekolady stałej i cieczystej.
Tak, w naszej metropolii Olsztyn otworzyli nową czekoladziarnię i chociaż jest tyci, to jest wyjątkowo urocza i przytulna a co najlepsze jest w niej czekolada(serio, w czekoladziarni, kapujecie?) ta na gorąco i ta na stało. I do tej gorącej, słodkiej i lepkiej, możesz dolewać i dosypywać czego tylko chcesz(imbiru, piernika, mięty, wanilii etc.) tak jak w zestawie małego chemika!!!!
Po za tym bardzo fajnie przylepia się do zębów osoby żłopiącej i wspomaga wenę(zwłaszcza Rosi). Po czekoladziarni Rosek wpadła do mnie na chwilę i po konsumpcji obiadu odbytej w towarzystwie szanownego pana ojca, zabrałyśmy się za JibJaba i oglądanie japońskich reklam. Skomentuję to tak: "O ranyyyyy" I to tyle!!!! Moja wena wróciła więc ja uciekam!!!
        Pozdrawiam Was drodzy Czytelnicy i przepraszam za jakość notki, dziś po prostu mam za duży zamęt w głowie na pisanie czegokolwiek konstruktywnego. Niech moc będzie z wami!!!!

Czekoladowe myśli na dziś:
Wg Langham`a amatorzy:

czekolady mlecznej - to osoby romantyczne i skłonne do nostalgii,
białej czekolady - są niezdecydowani,
gorzkiej czekolady - lubią rzeczy dobrej jakości.
czarnej czekolady - to ludzie myślący perspektywicznie,
czekolady nadziewanej masą kawową - niecierpliwi,
z pomarańczowym nadzieniem - świetnie sprawdzają się w nadzwyczajnych sytuacjach,
czekolady z nadzieniem toffi - zmysłowi,
migdałów w czekoladzie - myślą szybko i lubią eksperymenty, itd.

A co jeżeli ja lubię gorzką z pomarańczą?

A po za tym to nie ma kobiet nie do zdobycia, są jedynie mężczyźni do dupy.

komentarze (8) | dodaj komentarz

Tłum był wielki, ale ludzi niewielu.

czwartek, 28 lutego 2008 17:33
Na jutro pani Scewola kazała mi przygotować coś "ciekawego" o Diogenesie z Synopy.
Lubię, filozofię, a już posokratejską darzę prawie szczególnym uczuciem, tak więc, problemem to wydawało się być żadnym. Do czasu... gdy dowiedziałam się, że powinnam przytoczyć parę anegdot w dodatku TAKICH "żebyśmy się pośmiali".
Świetnie! Wiadomo przecież, że starożytni mieli dosyć betonowe poczucie humoru, idealnym tego dowodem są "Żywoty i poglądy słynnych filozofów" Diogenesa Laertios, które są bardzo ciekawe i bardzo wciągające i bardzo podobają się Lili(która chyba jeszcze ich nie czytała:P)
A oto czego można się dowiedzieć od Diogenesa Laertios o Diogenesie z Synopy:
Diogenes by filozofem jońskim, cynikiem, uczniem Antystenesa z Aten ucznia Sokratesa. Wysiudali go z Synopy bo podrabiał z ojcem pieniądze, Diogenes powędrował więc do Aten gdzie już na dzień dobry, zaczął mącić. Przyczepił się do swojego przyszłego nauczyciela Antystenesa, który nie chciał widzieć go na oczy. Diogenes jednak się uparł i chciał na nim wymódź przyjęcie swoją natarczywością. Kiedy Antystenes chciał go odgonić kijem, Diogenes nastawił głowę i powiedział : "Boj, bo nie znajdziesz tak twardego drzewa, którym byś mógł mnie odtrącić, dopóki do mnie mówisz"
Tak zaczęła się kariera Diogenesa. Żył według głoszonych przez siebie reguł czyli tak( jak to później nazwano) jak asceta. Bardzo skutecznie udowadniał ludziom swoje racje i był lubiany w Atenach, jednak nikt nie miał na tyle odwagi by  naśladować jego styl życia..
Warto wspomnieć, że nasz bohater z pogardą odnosił się do innych, współczesnych mu szkół filozofii, a już szczególną niechęcią darzył Platona- zresztą z wzajemnością. Obydwaj panowie wypominali sobie próżność, głupotę i bogowie jedyni wiedzą co jeszcze. Lubił za to Diogenes, gry słowne. Szkołę Euklidesa nazwał żółciową a naukę Platona- marnotrawieniem czasu. [shole- hole(szkoła-żółć) i diatribe-katatribe(nauka-marnowanie czasu)] . Miał z resztą bardzo dziwne poczucie humoru. Raz zawołał : "Chodźcie tu ludzie!" A gdy ludzie przybiegli odgonił ich kijem krzycząc "Ludzi wołałem nie wyrzutków!"
Podobny numer odstawił chodząc w jasny dzień z zapaloną latarnią, a zapytany dlaczego tak robi odpowiadał "Szukam człowieka"
Pouczony, ażeby nie pluć na posadzkę w bogatym domu, spluną w twarz gospodarzowi owego domu, twierdząc, że to znacznie dogodniejsze miejsce.
Twierdził też, że spora część ludzi nie ma rozumu. Ponieważ o różnicy stanowi jeden palec. Gdy idzie z wyciągniętym środkowym palcem to uchodzi za szaleńca, gdy wyprostuje palec wskazujący, za szaleńca nie uchodzi"
Diogenes nie przepadł też za władzą, pośród niezliczonych anegdotek o nim i o Aleksandrze najsławniejsza jest chyba ta:
Pewnego razu gdy Diogenes wygrzewał się na słońcu w gaju cyprysowym, przyszedł do niego Aleksander Wielki i powiedział: "Proś mnie o co chcesz." Na co Diogenes odpowiedział: "Nie zasłaniaj mi słońca".
Odrobina odwagi, błyskotliwość, program filozoficzny...i pamiętają cię przez kolejne dwa tysiące lat. Gość był z tego Diogenesa.

Więcej historyjek o Diogenesie z Synopy nie napisze bo mija się z celem przedwczesne publikowanie mojej pracy na łacinę. To taki zwiastun, ale bez przyszłości.
Mam nadzieję, że dało się przeczytać. Pozdrawiam Was drodzy Czytelnicy i uciekam zająć się czymś niezwykle ważnym i ściśle tajnym, a mianowicie gotowaniem kakao.
Pozdrowienia dla Izy, dalej chorego Kóczaka, Rosi, Lili, Ani, Pawła, Karolci, PzM, Marcika i Ciebie drogi Czytelniku.

Złota myśl na dziś: Tradycja – dziedziczne szlachectwo plagiatu.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wiatr zawsze powiewa tam gdzie woli sam.

środa, 27 lutego 2008 16:32
Dziś nie było Kóczaka. Dziś jest szare i bure ale ciepłe. Dziś było betonowe.
Tak, czasami mam wrażenie, że całe moje życie to jeden wielki beton. Długo by wymieniać wszystkie dość "nietypowe" sytuacje w które się pakuję, albo raczej które mnie znajdują. W każdym razie tłumaczą one ksywkę "Wynalazek".
A skoro mowa o wynajdowaniu...Wynalazłam, pardon, odkryłam swoje powołanie!

Rzecz działa się na przerwie między językiem angielskim a historią. Grupka uczennic w liczbie 4, stała sobie niewinnie pod historią kiedy przybiegła Ada.
- Dziewczyny! Dziewczyny! mam pomysł!- Krzyknęła zadowolona, kręcąc się wokół własnej osi.
- O Boże.- Jęknęła Rosi.
- Ale nie!- Zakrzyknęła - Tym razem to nic groźnego! Będę pracowała w kontrwywiadzie!!!- poinformowała resztę.
- Rzeczywiście, nic niebezpiecznego.- Powiedziała Rosek, w tym momencie pojawił się Adaś.
- Adaś! Adaś! Będę pracowała w kontrwywiadzie!!!
-Aha...- Mruknął i rozejrzał się w poszukiwaniu darmowego posiłku.
- Nie ma jeść?- Zapytał. Reszta pokręciła przecząco głowami, chłopak wzruszył ramionami i odszedł.
- I będę miała legitymację, i broń i i...- nadawała Ada.
- I problemy.- Wtrąciła Lila.
- Nie problemy to będą mieli oni.- Sprostowała Ada niebezpiecznie chwiejąc się na jednej nodze.
- A ty kominiarkę.- Powiedziała Ania(Kotek)
- Już to widzę. Lilka, oglądasz sobie spokojnie telewizję a tam Ada z CBŚ w kominiarce wbiega i drze się "NA ZIEMIĘ"-
- Ja będę pracowała w F.B.I!!! Agent specjalny Ada Kozłowska!!!-
- Jasne.- Mruknęła Lilka i wyciągnęła kanapkę( z serem zapewne ale pewna nie jestem)
- No tak! Na odległość wyczuwam niebezpieczeństwo!!!- powiedziała Ada. Rosi zakasłała znacząco.
- Eeee na odległość to ty przyciągasz niebezpieczeństwo.-
- Ale o co chodzi?- Zapytała Iza podchodząc do reszty.
- Ada chce pracować w CBŚ- Wyjaśniła Ania. Iza zwróciła zdumione spojrzenie na przyjaciółkę.
- Serio?-
- Nie! Ja będę agentem specjalnym Ada Kozłowska!- Krzyknęła po raz drugi i uwiesiła się na szyi Izy.
- Ale do tego musisz mieć wyjątkową sprawność fizyczną- powiedziała z powagą.- I psychiczną- Dodała po czym wybuchła śmiechem.
- Śmieszy cię moja sprawność psychiczna?- Zapytała Ada rozglądając się w poszukiwaniu źródła szeleszczenia(potem okazało się, ze było to kolczyki Izy ale mniejsza)
- No dobra wyjątkową sprawność fizyczną i psychiczną. Ha... ha...- poprawiła się Iza.
- To był śmiech tak?- Zapytała Lila.
- Tak.- Odpowiedziała jej siostra(bo Lila i Iza to siostry)- Ada będzie trenować w Małpim gaju.- dodała po chwili zadumy. Wszyscy ryknęli śmiechem.
- W kulkach- Rzuciła Rosi, która zapewne tak jak cała reszta, miała na myśli plac zabaw dla dzieci a nie....
- Chodziło o Małpi Gaj Cicho-ciemnych.- Wyjaśniła Iza i nagle sama zaczęła się śmiać. Rozmowa na chwilę zeszła na place zabaw dla dzieci, stare i te nowe. Szybko jednak powróciła na odpowiednie tory, naszej przyszłości.
- Ania będzie po romanistyce i będzie sadziła oliwki, to wiemy.- Powiedziała Iza.- A ty Rosi? - Rosi wyrwana z zadumy zamrugała nerwowo.
- Ja?- powtórzyła.- Ja będę owocem Jogobelli!!! - Zakończyła z rozbrajającym uśmiechem.
- Ada będzie w CBŚ-
- Ewentualnie będę poczytną pisarką- wtrąciła Ada dalej szukając źródła szelestu(znalazła je trzy lekcje później)
- Ada będzie poczytną pisarką i będzie publikowała swoje dzieła w Bravo girl- Zakończyła Iza.
- Ty Izka będziesz pisała w kąciku porad intymnych "Izo poradź"- Rzuciła Lilka wcinając kanapkę.
- Lilka!- Krzyknęła Ania jakby dopiero co ją zobaczyła- A ty kim będziesz????
- Ja będę bezrobotna.- Wyjaśniła Lilka. W tej chwili rozległ się dzwonek i przyszła pani Nielot. Na tym stanęły nasze rozmowy o przyszłości i jak na razie nie ruszyły dalej...

To tyle o naszej przyszłości. Iza psycholog z Bravogirl, Ania filolog pracujący na plantacji, ja filolog siedzący w CBŚ a Lilia filolog parzący kawy. Najlepiej na tym wychodzi Rosi, bo bycie owocem brzmi całkiem apetycznie.
Dobra muszę uciekać, obiecałam pani Scewoli przygotować coś o Diogenesie(pożyczyła mi nawet Diogenes Laertios). Zresztą chciałabym jeszcze odrobić łacinę( brzmi jak ironia) i pouczyć się z angielskiego(to jest ironia).
Was pozdrawiam Czytelnicy( ładna anastrofa, nie? Taka jak mistrza Diody) Izę, Lilę, Anię, Rosi, Kóczaka chorego, Karolcie fruwającą, Pawła(nie wiem co dziś robiłeś...XD) Mrusia(tez nie wiem), PzM( pewnie wykłady), Jasia( wykłady?) i Martusię.

Złota myśl na dziś: Zgodnie z przyjętą systematyką, występujące w naszej Galaktyce formy anormalne obejmuje typ Aberrantia (Zboczeńce), dzielący się na podtypy Debilitales (Krentyńce) oraz Antisapientinales (Przeciwrozumowce). Do tego ostatniego podtypu należą gromady Canaliacaea (Paskudławce) i Necroludentia (Zwłokobawy). Wśród Zwłokobawów rozróżniamy z kolei rząd Patricidiaceae (Ojcogubce), Matriphagideae (Matkojady) i Lasciviaceae (Obrzydłce). Obrzydłce, formy już skrajnie zwyrodniałe, klasyfikujemy dzieląc na Cretiniae (Tępony, np. Cadaverium Mordans – Trupogryz Bęcwalec), i Horrorissimae (Potworyjce, z klasycznym przedstawicielem w postaci Mętniaka Bacznościowca - Idiontus Erectus Gzeemsi). Niektóre z potworyjców tworzą własne pseudokultury; należą tu gatunki takie, jak Anophilus Belligerens, Zadomiłek Zbójny, który nazywa siebie Genius Pulcherrimus Mundanus, albo jak ów osobliwy, łysy na całym ciele egzemplarz, zaobserwowany przez Grammplusa w najciemniejszym zakątku naszej Galaktyki - Monstroteratum Furiosum (Ohydek Szalej), który zwie siebie Homo Sapiens. Stanosław Lem

komentarze (7) | dodaj komentarz

Natężenie świadomości-zgranie swej osobowości.

poniedziałek, 25 lutego 2008 20:38
Dzień, dzisiejszy(25.02.2008 poniedziałek według tego bezsensownego, umownego systemu) był jak to go określiła Rosi " nieokreślony" chciałoby się rzec "O tempora! O mores!" Ale Izka była pierwsza więc ja zarzucę "Diem perdidi".
No bo zmarnowany i nawet nie brakiem dobrego uczynku a brakiem jakiegokolwiek uczynku. Niby w szkole było normalnie, żeby nie powiedzieć rutynowo, bo każda przerwa i lekcja wyglądały tak samo, tylko wskazówki zegarów zmieniały swoje położenie. Pan K chyba postanowił się na nas od-frustrować, co Iza skomentowała krótkim: "Momenty kiedy się na nas drze są najciekawszymi częściami jego lekcji". Pan R chciał mi zabrać zeszyt od matematyki(przypominam, że to jego przedmiot), kiedy okazało się, że odkryłam wzór na miłość. Pan R nie był zbyt zadowolony, chociaż pewna nie jestem, bo z nim nigdy nie ma jasnej sprawy( Pewnie był zazdrosny o to, że moje działanie wykrzyczałam w stronę Roska). Na Grece Scewola straszyła mnie i Izkę spacerem do Dyrektorki ale uspokoiła się kiedy powiedziałam jej, że to(phi!) żadna dla mnie nowość i, że jak ona tego chce, to ja, owszem, bardzo chętnie.
Po szkole marnowałam swój dzień na bycie po szkole, czyli robiłam rozszerzone matury z angola paskudnego. Musze się pochwalić, że sztukę rozwiązywania zadań z tego akurat języka bez używania mózgu, opanowałam całkiem całkiem. Dziś na przykład patrzyłam się na chmury i rozmyślałam o tym jakie to jest fajne, że to białe tam na górze leci tak szybko a mi tu na ziemi wydaje się, że to dom się porusza a nie niebo.
A teraz zajmuję się rozrywaniem własnej jaźni, wszystko to, żeby tylko nie siadać do lekcji, których chyba nie mam. A może mam? W sumie sama nie wiem, nie obchodzi mnie to, odkąd przestałam wierzyć w prawdziwość tego świata wszystko jest coraz łatwiejsze, co raz prostsze!!!

A teraz doświadczenie które udowodni nam, że czas niestety istnieje(jako jedyny chyba).

RAZ...DWA...TRZY...CZTERY...PIĘĆ...SZEŚĆ........SIEDEM

Spadam!!!!

Pozdrawiam wszystkich, was drodzy Czytelnicy moi :D Izę, Lilę, Agatkę, Anię, Rosi, Pawła który mnie udusi za sformułowanie wzoru na miłość, Karolcię i Marcika!!!!

Złota myśl na dziś: O rany! Spotkało mnie życie przypadkowe (mój okrzyk...na swój widok)

komentarze (10) | dodaj komentarz

Sakura kiss

sobota, 23 lutego 2008 21:00
JEST W DECHĘ!!!!!!!!! 
Mamy wiatr który popierdziula w porywach w porywach 90km/h i świetnie!
Całą noc Olsztyn się walił- aż miło było spać.
Nie na serio, pogodę mamy cudowną, aż nie chce się wracać do domu :D I nie jest to ironia.
Na prawdę bardzo mi się podoba.
Jak, już pewnie zauważyłeś, drogi Czytelniku,
dzisiejsza notka jest wyjątkowo telegraficzna.
A to wszystko z powodu oczywistego, napisałam się dziś już po wsze czasy, i to nie tylko w języku polskim.
Czyli mi się nie chce.
Po za tym, pragnę wyeksponować moje dzieło!
Które stworzyłam dzięki pomocy Karoliny i Agaty- którym zaczęło odbijać.
Wiadomo, głupawka się udziela.
I chociaż nic nie napisałyśmy- efekty były sto razy śmieszniejsze.
Poza tym, jeżeli szukacie opieki do dzieci, odsyłam do Shi. Ja wypadam przy niej marnie.
No to wszystko.
Życzę miłej reszty weekendu.
Złota myśl na dziś: Pierwszy krok do nieśmiertelności to śmierć.
A i pozdrawiam WAS wszystkich.


komentarze (8) | dodaj komentarz

In una stanza quando manca il sole.

czwartek, 21 lutego 2008 18:59
    Pomieszanie z poplątaniem, ostatnimi czasy, czyli od przedwczoraj, mam w życiu lub w głowie, co z resztą jest bez różnicy bo dziś po południu przyjęłam, że cały ten świat to tylko oszustwo naszych zmysłów.
    Tak więc wczoraj moje zmysły wmówiły mi, że jakoby nie zaliczyłam z chemii, co oczywiście jest wierutną bzdurą bo chemii nie ma! Potem moja głowa uroiła sobie, że mam w domu czworo sfiksowanych dzieciaków w przedziale wiekowym 2-7.
    Dziś było jeszcze gorzej, badania krwi poszły nie tak jak iść powinny, całe szczęście nie ma to żadnego znaczenia, bo nie ma czegoś takiego jak morfologia i wyniki. Na prawdę kocham filozofię! Nawet problem z brakującą weną się rozwiązał- bo przecież, jeżeli czegoś nie ma, to jak może tego nie być?

    Doprawdy umysł ludzki potrafi stworzyć niesamowite iluzje i złudzenia, tak realne, że aż prawie prawdziwe. Zastanawiam się, czy zmysły oszukują nas zbiorowo czy pojedynczo, i czy mają wpływ na to czym myślimy, ze jesteśmy.
    Na przykład. Ja myślę(ponieważ dałam się oszukać zmysłom), że jestem siedemnastoletnią uczennicą ELO 1 w Olsztynie. Sądzę, że uwielbiam herbatę i dobrą książkę, zdaje mi się też, że widuję takie stworzenia jak konie, że codziennie przyglądam się niebu które nigdy nie jest takie samo i że lubię letnie burze.
Ale to nie wszystko!!!!
    Mam dwie nogi i dwie ręce, oczy, usta, nos i włosy! Potrafię potknąć się na prostej. Co rano wydaje mi się, że wstaję do szkoły i tam spotykam moich przyjaciół, każde z nich jest zupełnie inne(oczywiście świadczy to o potędze mojej świadomości) a co więcej!!! Lila i Iza są prawie takie same tylko, że zupełnie inne( to dopiero sztuka) Ania, Rosi i Agata są mniej podobne ale tak samo inne...Adaś nie przypomina żadnej z nich ale nie wiem dlaczego. 
    Sądzę, że żyję w państwe, które nazywa się Polska. Państwo to jest polityczną, suwerenną, terytorialną i przymusową organizacją społeczeństwa(tak piszą w naszych encyklopediach). Polska leży w środku Europy(to takie jeszcze większe państwo) jej geometryczny środek wypada w Suchowoli ale u nas nikogo to nie interesuje. Są tutaj niziny, wyżyny morze i góry. Jest wiosna, zima, lato i jesień to pory roku, każda jest inna i każda ma w sobie coś pięknego ale też i brzydkiego.         Jednak nie tylko pory roku zmieniają się, tu, w Polsce. Nie tak dawno temu Polska była pod wpływem większego i  silniejszego państwa i nawet teraz chociaż już jest wolna, nie potrafi się do końca pozbierać. W państwie istnieje coś takiego jak władza, i ta nasza władza, zajęła się wyciąganiem starych spraw i własną karierą niż problemami gospodarczymi, ekonomicznymi itd. I dlatego ludzie uciekają z państwa które się nazywa Polska, które ma cztery pory roku, morze, niziny, wyżyny, góry w którym mieszkam ja.
    Mój świat nie jest skomplikowany, rano idę do szkoły gdzie zdobywam wiedzę o świcie który nie istnieje, potem wracam do domu, w którym mieszkam z rodziną- rodzina to osoby które się kocha pomimo ich wad i pozwala im się na bycie takimi jakimi są. Też  mam wady-(np.) nie potrafię wytłumaczyć czym jest miłość. Ale jak się postaram potrafię to pokazać, nawet tworom mojej wyobraźni.
    W moim świecie o którym myślę, ze istnieje, jest bardzo dużo emocji. W dodatku każdy odczuwa je inaczej...trudno jest je opisywać bo jeżeli ktoś nie zna emocji to nie wie czym są. Taki ktoś dużo traci i dużo zyskuje, ale tutaj nie ma takich ktosiów(po za psychicznie chorymi).
    Ludzie, to ten gatunek do którego należę ja. Wszyscy mamy nogi i ręce(...) i tak na prawdę jest nas bardzo dużo i jesteśmy bardzo podobni. Wszyscy ludzie są mieszanką tych samych cech: sześciu kolorów oczu, dwóch kolorów włosów i trzech kolorów skóry. Składamy się z wodoru, sodu i potasu, wapnia, magnezu, glinu, węgla, azotu, tlenu, siarki, chloru, żelaza, miedzi i rtęci. Ot cała nasza populacja.
    Tworzymy religie, wierzymy w bogów, w cuda i znaki, wierzymy, że w nic nie wierzymy i nie wierzymy.  Ludzie układają muzykę, malują obrazy, budują domy i tworzą skomplikowane społeczeństwa, ale to nic wielkiego, w świecie w którym myślę, że żyję istnieją inne stworzenia. Ptaki lepiej śpiewają od nas, ludzi. Słoń maluje równie ładnie co człowiek. Altanniki i pająki też budują domy, a społeczeństwo wilków jest równie skomplikowane co nasze. Tak na prawdę, różnimy się brakiem sierści i paroma innymi szczegółami.
    W świecie który sobie wyobraziłam istnieje też czas, następstwo wydarzeń czy coś takiego. Czas jest dziwny i chociaż go sobie wymyśliłam, nie rozumiem go. W moim zmyślonym świecie, każdy ma swój czas na wszystko, każdy na coś innego...z jednym jedynym wyjątkiem. Wszystko i wszyscy umieramy- Śmierci jako jedynej nie można zarzucić niesprawiedliwości. Jest tak dlatego, ponieważ w świecie który sobie zmyśliłam, jest dużo nierówności i niesprawiedliwości, dlatego na koniec wszyscy są wynagrodzeni tak samo.
    Tak właśnie wygląda świat który sobie zmyśliła. Ciekawe co jest za nim, i co za tym do którego mogłabym się wydostać??? Ale za nim się wydostanę...muszę odrobić łacinę i p.p ...w moim świecie są pały XD

    Rany właśnie wpadłam na pomysł na polski- tak, tak napisze swój felieton!!!! Normalnie jak człowiek nie ma weny to niech siada do bloga!!! Mam nadzieję, że was nie zanudziłam drodzy Czytelnicy. Wiem, że jestem niekonsekwentna ale nawet jeżeli jesteście ułudą to dobrze mi z tym . Uciekam, bo na prawdę mam sporo spraw na głowie.
Pozdrowienia dla: Izy, Lili, Kotka, Rosi, Kóczaka, Adasia, Zuź, Zygiego, PzM, Karolci, Kini i Asi, Pawła i dla Ciebie drogi Czytelniku.

Złota myśl
na dziś: Cogito ergo sum.

komentarze (6) | dodaj komentarz

I have seen what I was, and I know what I'll be.

wtorek, 19 lutego 2008 22:00
Dziś w szkole odkryłam dwie rzeczy! Jedną odnośnie siebie, drugą odnośnie przyrody. Pierwsza rzecz to wyjaśnienie dlaczego nie lubię piątków a lubię poniedziałki. Wyjaśnienie to, było w "Newsweeku" niezbyt to wiarygodne źródło informacji psychologicznej, ale mniejsza z tym...artykuł nazywał się tak:
PIĄTEK W DEPRESJI
Krystyna Romanowska
Początek weekendu to dla niektórych koszmar trudniejszy od całotygodniowej harówki.
Artykuł był o " chorobie wolnego czasu" która dopada zadaniowców. Nazwę wymyślił jakiś tam holenderski psycholog ale to nie ważne bo jest tak głupia jakby wymyślił ją polak. Chodzi o to, że ci "zadaniowcy" to ludzie którzy czują się świetnie, gdy mają tysiące spraw do załatwienia, gdy ścigają się z czasem. No i ich problemem jest to, że czasami czas ścigać się z nimi nie chce. Wedy zaczynają się zachowywać jak idioci, czyli tak jak ja(patrz notka z tamtego piątku). Jedyne lekarstwo na to, to zawalić czymś sobie piątek, ale jak i kto zawali mi chociażby przyszły piątek od godziny 14:14 do 00:00 ???
Mam nadzieję, że nie jestem w pełni zadaniowcem i, że nie przeżywał pełnej depresji piątkowej. Chociaż ostatnim razem to PzM nawet zadzwonił zapytać co mi odwala :D
Tak po za tym to w szkole było prawie fajnie, bo dostałam z łaciny prawię piątkę(ten cholerny punkt!!!!) i pani Nielot zaczęła węszyć na godzinie wychowawczej. Biedna kobieta stwierdziła, że przed lekcją każdy strzelił sobie działkę kocimiętki, co oczywiście nie było prawdą, bo jej lekcje są tak nudne, że potrzebujemy raczej kropli trzeźwiących.
Po szkole postanowiłam nie uczyć się i nie odrabiać lekcji lecz trwonić bezcenny czas na włóczenie się po parku. Niestety głód marchwi i herbaty przywiódł mnie do domu. A w domu! CUD!!!! Zamiast drzwi balkonowych, był ogromny obraz(wielkości tych drzwi) z czerwono, pomarańczowym niebem, na tle którego sunęły strzępy szarych chmur. Co ciekawe, to nie było zimowe niebo, zimowe niebo jest spokojne, a to było wiosenne :D Chyba odczuwałam radość.
Pozdrawiam wszystkich Czytelników czyli/a także/do których może należą : Paweł(CZWARTEK! "kurcze tyle nas łączy"), Karolcia, Iza, Lila, Kotek, Kóczak, Rosi, PzM, Marcik i Ty!

Złota myśl na dziś: Myślę, że jestem.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Kulinarne dochamianie

poniedziałek, 18 lutego 2008 19:59
    Bywają dni złe. Bywają też dni dobre. Czasami zły dzień wraz z innymi złymi dniami cały zły tydzień tworzą, czasami na zmianę z dobrymi tworzy mieszankę a niekiedy trafiają się same dobre dni- i viola! Mamy udany tydzień. Mam nadzieję, że ten taki będzie, chociaż dziś mamy dopiero poniedziałek, znoszę go o wiele lepiej niż zwykle.
    Tak to jest, raz słońce raz deszcz, to wieczne przemijanie, świat się zmienia a mi odbija, głupawka i świrowanie!!!! A przecież dzisiejszy dzień był zwyczajnie zwyczajny. No po za greką, bo Izce zaczęło odbijać(mi to wcale ja byłam spokojna) i strasznie mnie rozśmieszała. Nawet na maturach nie było tak źle, oczywiście nie łapałam jakiejś tam składni ale listening zaliczyłam ładnie a poza tym pan. P sprzedał mi kilka pikantnych szczegółów z przeszłości Scewoli.
    Po angielskim stwierdziłam, że muszę się docukrzyć bo mi oko drga a to jest bardzo irytujące, więc wraz z mamą wybrałyśmy się do najbardziej chamskiej jadłodajni, McDonald, na ciacho XD Nastałam się w kolejce ale w końcu dostałam ciacho i wcinając swoją zdobycz stwierdziłam, że życie jest jednak piękne, bo jak może nie być piękne jak się z taką Izą siedzi w jednej ławce od(przemilczę od kiedy xD), albo jak z taką Lilą można ponarzekać na dzisiejszą oświatę. A taka Kotek(10 w tych samych klasach) , albo Rosi i Kóczak które mnie próbują oswoić z uczuciami ale im nie wychodzi...i Karolcia...i rany! Robię sie sentymentalna! No bez przesady!!!
    I znowu nie będę mogła zasnąć bo będę nakręcona tym co się dopiero zdarzy :D A właśnie, PzM poinformował mnie, że jestem ruda i mam zielone oczy- oto podejście facetów do całej sprawy, no ale on jest kompletnym laikiem. Zmywam się, idę podenerwować moją kochaną Karolcię.
Pozdrowienia dla Ciebie drogi Czytelniku oraz dla Izy, Lili, Kóczaka i Rosi, Kotka, Marcika, Kini, Asi, PzM(dzięki!!!), Zygiego, Karolcie, Lollipop i Psg.
Złota myśl na dziś: Love only gets you down!!!!

komentarze (10) | dodaj komentarz

Z zazdrości ptakom jest samolot.

sobota, 16 lutego 2008 20:45
Dzień dzisiejszy był bezchmurny. Co więcej! Zaczął się spokojnie. Jednak zanim zacznę przynudzać,postaram się sprecyzować co rozumiem przez "zaczął". Otóż nie chodzi mi o godzinę 00:00(lub późniejszą) bo wtedy dzień jeszcze się kończył- nie ważne co mówią inni, na pewno się mylą. Dzień nie zaczyna się z wzejściem Słońca. W tej notce, dzień zaczyna się radosnym okrzykiem taty "Córka idziemy polatać" .
Nie wiem czy wspominałam, że mój tata jest lotnikiem. Wspominam teraz, więc na jedno wychodzi.
W każdym razie około godziny 11 zapakowaliśmy się z tatą do samolotu Zlin-42M i wystartowaliśmy. Rany jak ja uwielbiam to uczucie, najlepszy jest moment kiedy samolot odrywa się od ziemi. Postanowiliśmy polecieć nad Wrzesinę(to tam gdzie jeżdżę konno) i trochę pohałasować Panu T nad domem. W trzy minuty(normalnie jedzie się 20-25) byliśmy na miejscu i tata nieco zniżył lot, zrobił parę ciaśniejszych zakrętów, pomachał skrzydłami i takie tam. Zlin jest maleńkim samolotem przeznaczonym raczej do akrobacji(tak mówił mi tata) więc wszystkie te poderwania fajnie wciskały w fotel. Ale moim zdaniem i tak było najfajniej kiedy tata przechylał samolot tak, że widziałam pod sobą Ziemię. Szkoda tylko, że baterie w kamerze poszły się gwizdać(tak to jest z nieplanowanymi wypadami), nagrałabym te przerażone konie i tych co wyszli przed dom w Wrzesinie no i oczywiście widoki. Olsztyn na prawdę jest położony w pięknym miejscu, ma jedenaście jezior, z każdej strony otoczony jest lasami a w dodatku jest wyżej niż niżej- śmieszne, że człowiek musi do samolotu wsiąść żeby zdać sobie z tego sprawę. Jak byliśmy wyżej tata nawet dał mi chwilkę poprowadzić, znaczy, pobawić się tym kijkiem i pobujać samolotem. Na konie polataliśmy jeszcze trochę przy ziemi, ale tam mocniej telepie więc wylądowaliśmy i tyle. Szybko zabraliśmy się do domu bo było zimno i bo mieliśmy jechać na konie.
Przed końmi przyszły Lila, Iza i Rosi i trochę "poszperałyśmy" na Naszej-klasie. Zadziwiające ilu rzeczy człowiek może dowiedzieć się o swoim nauczycielu. No ale mniejsza o to...Na koniach było fajnie ale piekielnie zimno. Potem z Lilą i Izą byłyśmy na herbacie gdzie była paskudna baba(która wyleci, już ja jej załatwię wakacje) więc poszłyśmy na inną herbatę żeby zjeść ciastko. No a potem to już nic się nie działo, bo wróciłam do domu i nie mogłam odtajać a co za tym idzie- zabrać się do lekcji. A jak już odtajałam to okazało się, ze jest późno i lepiej napisać coś na blogu. Ale teraz dochodzę do wniosku, ze nie jest wcale późno i, że chyba usiądę do tych lekcji bo jutro to już na pewno się nie ruszę.
Dlatego pozdrawiam was wszystkich bardzo gorąco(mam nadzieję, ze nie marzniecie tak jak ja). Całusy dla Lili, Izy, Marcika(która założyła nowego blooga-NODA NODA!!!), Kotka, Natalii, Eli i Oli, Rosi, Psg, Kini, Asi, PzM, Mrusia i Kóczaka.

Złota myśl na dziś: Gdy ludzie są radośni, zawsze są wtedy dobrzy, ale jeśli są dobrzy, rzadko się radują.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Smells Like Teens Spirit

piątek, 15 lutego 2008 20:44
Zadziwiające. Doprawdy zdumiewające. Taki człowiek jak ja potrafi sam sobie popsuć dzień swoim złym humorem, który zresztą ma z powodu "bo tak". Żeby nie było lipy, dodam, że na "bo tak" składa się wiele przyczyn, a nie żadna.
Po pierwsze- nie lubię piątków. Są zamulaste, melancholijne, przypominają mi o tym, ze czas płynie szybciej niż bym chała a w dodatku dzielą mnie jakieś trzy dni od spotkania z własną grupą wiekową( wykluczając te 2 godziny koni)
Po drugie- mam zły humor bo mam zły humor. Rzecz to bardzo skomplikowana, składają się na to frustracja(spowodowana 3 z rozszerzonego pisania z polskiego- chyba się pochlastam), niechęć do siebie, niechęć do świata, niechęć do siebie i do świata.
Po trzecie- motyw vanitas, czyli na parę dobrych godzin, a czasami i na weekend dopada mnie przeświadczenie, że na świecie nie ma nic wartego uwagi a wszystko i tak jest niczym bo w końcu przeminie.
Po czwarte- wiem, że jutro mnie czekają wypracowania z polskiego i angielskiego, prace domowe z matmy, p.p, angielskiego i polskiego i wiem, że jutro na pewno nie będę miała na nie ochoty.
Po piąte- sama wpędzam się w ten stan, zasłuchuję się Nirvaną i Systemem...chyba lubię się zamartwiać i być sama.
I wreszcie PO SZÓSTE- wiem, że muszę się pozbyć mojego ukochanego stanu bo wszystkim będzie bardzo przeszkadzało, że nie chodzę z uśmiechem no. 5 przylepionym do twarzy.

Jak co piątek nie miałam wyraźnego powodu, żeby dać się strawić melancholii, ale co mi tam. W sumie gdybym podsumowała wszystkie testy napisane "nie tak jak chciałam" oraz parę innych rzeczy które poszły "nie tak jak chciałam" to uzbiera się parę godzinek dobrze zapracowanego złego humoru. Chociaż przy Izce i Lilce było ciężko, bo dziś cały dzień mnie rozśmieszały(mają talent albo wprawę). Zresztą tradycyjny wypad do Greenwaya też  był smakowy(fajnie się siorbało) .
Jeżeli chodzi o warunki pogodowe, to są złe jak mój humor,  pada śnieg i jest cholernie zimno. A tak po za tym to, nie mam pomysłu co by tu zrobić, żeby nie pisać czego nie robić, więc chyba spadam. Muszę się jeszcze trochę podołować :D :D :D

Pozdrowienia dla Izy i Lili, Kotka, Rosi(moje włosy dalej stoją) i Kóczaka. Psg dobrze się bawi gdzieś hen daleko ale też go pozdrawiam i Mrusia też(już tęsknię) i PzM i Karolinusię :D. Wszyskich pozdrawiam, w końcu świat jest taki cudowny, że głupio by nie pozdrawiać.

Złota myśl na dziś: Z przyjaźnią sprawa nie jest taka prosta. Długo i z trudem sie ją zdobywa, ale kiedy się już przyjaźń posiadło, nie sposób się od niej uwolnić, trzeba stawić czoła.

komentarze (10) | dodaj komentarz

Z miłością jak z sinusoidą- czyli o kwadraturze koła.

czwartek, 14 lutego 2008 19:11
Hura, hura! Jak co roku 14 lutego obchodzimy rocznicę śmierci patrona chorych psychicznie, czyli Walentynki! Doprawdy, ludzkie zwyczaje i tradycje czasami mnie zadziwiają. Długo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że TEGO święta  obchodzić nie będę(bo go nie rozumiem, wszyscy są dziwni...a zresztą o tym zaraz...). Co więcej zbojkotuję je. Oczywiście nie wynika to z zawiści lub zgorzkniałości lecz po prostu z sprzeczności natury mojej i tej Walentynkowej.
W ramach bojkotu zrobiłam parę wyjątkowo antymiłosnych Antywalentynek i ruszyłam na podbój świata( w różowej koszulce- ktoś mi jeszcze za to zapłaci!!!). Misja moja była bardzo trudna i pełna niebezpieczeństw, po wielu trudnych manewrach udało mi się dostarczyć kartki Izi, Lili, Kóczkowi, Roskowi, Hani, Ani, AdasiowiAdasiowi i Zygiemu. Nie obeszło się bez ofiar!!! Moja idea o mało co nie padła ofiarą czekoladek ale w ostatniej chwili owe czekoladki i kartka(od Zygiego) okazały się być, dzięki Bogu, wsparciem i sojusznikami.
Z poczuciem dobrze wykonanej pracy zabrałam się za filmowanie mojej szkoły oraz ludzi znajdujących się wewnątrz i na zewnątrz budynku. Nie wiem czy to z powodu błękitnego nieba, czy po prostu ten dzień jest jakiś inny ale wszystkim jakby trochę odbijało(mili byli ;/). Na jaw wyszła głęboko skrywana tajemnica Pana R, dziś ma urodziny, to wiele tłumaczy!!! Ale nawet on nie był tak chamski jak zwykle. Po tym jak klasa odśpiewała mu stolat i odtańczyła Pofajdoka zrezygnował z niezapowiedzianej kartkówki. Na koniec lekcji próbowałam mu wytłumaczyć różnicę między jego mózgiem a moim ale Pan R jak usłyszał słowo "abstrakcja" zaczął opowiadać mi i dziewczynom o Kwadraturze koła- muszę z żalem przyznać, że było całkiem ciekawe. Nawet na P.O nie było tak źle, bo byłam fantomem i pan postawił mi 5 za to, że nie rzucałam się na ludzi którzy mieli mnie ratować.
Na prawdę, na prawdę nie rozumiem Walentynek.

Szkoda, że taryfa ulgowa kończy się z wybiciem północy, jutro p.k z łaciny a ja wcale, a to wcale nie mam ochoty się uczyć. I tak wiem, że nie ma ucieczki. Pozdrawiam Ciebie Drogi Czytelniku a także Karolcię i R, Kóczaka, Hanię, Lilę, Izę, Kotka, Rosi, AdasiaAdasia, Zygmunta i pana R(życie to śmiertelna choroba, nie?)

Złota myśl na dziś: Na świecie są dwie najpiękniejsze rzeczy. Śmierć i Miłość.

komentarze (8) | dodaj komentarz

Rozmyślanie no.5

środa, 13 lutego 2008 13:58
Już na dzień dobry informuję, że nie jestem w szkole legalnie tylko z powodu własnego zapominalstwa. Mieliśmy iść do teatru ale zapomniałam kasy i...rany, kogo to obchodzi?! Mam nadzieję, że ta notka nie będzie tak samo nudna jak moje przedpołudnie, które notabene spędziłam przed książkami. W sumie w taki dzień jak dziś i tak nic innego nie ma do roboty, człowiek wstaje i wtacza się na swoje życie potykając się o własne nogi...ale to tak na marginesie. Zastanawiałam się o czym by tu napisać, żeby notka nie była nudna, więc postaram się napisać o nudzie!

Nuda tak na dobrą sprawę jest czymś pomiędzy uczuciem a stanem, określiłabym ją jako brak bodźców przed dłuższy czas. Wiemy, że jest wyjątkowo dokuczliwa i sprawia, że człowiek różne rzeczy wymyśla, ogólnie, postrzegamy nudę jako coś negatywnego.
Nuda może też być zjawiskiem przez nas doświadczanym, ale możemy także przypisać ją przedmiotowi który postrzegamy np. "Nudzi mnie lekcja z Nielotem" "Ta lekcja jest nudna" czyli jak to trafnie zauważył Pan.K jest do "fenomenologicznego" obejrzenia . Skoro już rozważamy "własności" nudy warto też dodać, że jest to zjawisko które z reguły musi zaistnieć w jakimś czasie. To tak jak z tą nieszczęsna lekcją historii Nielota, trwa 45 min i to chyba właśnie to jest w tym całym cyrku najgorsze. Ciężko powiedzieć "Nudzi mnie ta sukienka" gdyż jest to przedmiot którego obejrzenie nie zajmuje nam tych 45 minut(zadziwiające, że życie ucznia w dużej mierze sprowadza się do tych 45 min, nawet po za szkołą) za to noszenie sukienki może nam się znudzić i to bardzo szybko.
Sprawa ma się trochę inaczej w przypadku człowieka gdzie można być zarówno "nudnym" jak i "nudzącym". Jeżeli przynudzamy raz na jakiś czas nie jest to nic szczególnego, owszem, nie zaspakajamy ludzkiej ciekawości ale jest to pojedynczy niewinny wybryk, który społeczeństwo gotowe jest nam wybaczyć. Sprawa przedstawia się trochę gorzej kiedy jesteśmy człowiekiem "nudnym" i tu po raz kolejny za przykład posłuży nam pani Nielot. Człowiek nudny to człowiek właściwie pozbawiony jakiś szczególnych cech, a co za tym idzie nie zaspokajający tej"ludzkiej ciekawości". Nie wiem czy zaprzyjaźniłabym się z Izą gdyby np. nie lubiła koni a zamiast tego ciągle opowiadała o nowych ściegach. Nie dyskryminuje ludzi którzy lubią szyć czy tam szydełkować ale po prostu nie miałybyśmy o czym rozmawiać, nie mogłybyśmy się bliżej poznać itd. Jasnym więc jest, że warto nie być "nudnym" nawet jeżeli nudność wydaje się bezpieczna.
Szczerze mówiąc nuda jest jedną z najmniej bezpiecznych rzeczy, przeciętny człowiek potrafi zrobić dziwne rzeczy próbując się pozbyć nudy, a pomyślmy co może zrobić mniej-przeciętna osoba, której do głowy przychodzą inne pomysły niż reszcie. Nie twierdzę, że jestem "mniej-przeciętna" ale pomysły miewam różne, a po odjęciu wszelkich wypadków spowodowanych nieuwagą, głupotą i brakiem koordynacji, dalej większą część stanowią te spowodowane nudą.
W każdym człowieku jest jakaś potrzeba zmian i nowości a niestety, nuda sprawia, ze czujemy się "zwieszeni" i wymemłani. Zresztą to źle o nas świadczy jeżeli nie potrafimy zagospodarować sobie czasu którego w rzeczywistości za wiele nie mamy, czyż nie?
Już ustaliliśmy, że nuda jest paskudna i męcząca, w dodatku sprawia że ludzie wymyślają różne dziwne(nieraz głupie rzeczy). Jedak ciekawa jestem, czy mielibyśmy "grawitację" gdyby nie Newton, któremu jak wiadomo bardzo się nudziło i być może dlatego o grawitacji zaczął myśleć(motyw jabłka pomijam). W niektórych przypadkach można nawet powiedzieć "Nuda matką wynalazku". Poza tym, nuda jest najlepszym lekarstwem na zmęczenie.

O nudzie więcej nie wymyślę, zresztą zasiedziałam się trochę a miałam uczyć się z deklinacji. Tak więc pozdrawiam wszystkich którzy przebrnęli przez notkę o nudzie(chyba jednak była nudna XD) a także Izę, Psg, Lilę, Kóczaczka, Rosi, Kotka, Karolcię i Nielota- była pani doskonałym przykładem.

A na zdjęciu sławne DACHY PARYŻA czyli widok z mojego okna.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Kto pierwszy był człowiekiem? Kto będzie nim ostatni?

poniedziałek, 11 lutego 2008 19:25
Dlaczego poniedziałki napawają mnie obrzydzeniem do świata i niechęcią do życia? Pewnie dlatego, że bezpardonowo rozwiewają pozostałości marzeń i złudzeń które nazbierają się w głowie przez weekend.
Poniedziałek to jednakowoż jeden z najgorszych dni...ja to wiem!
Zawsze(a w lutym to już szczególnie) w poniedziałki czuję się tak, jakby mnie ktoś przeżuł i wypluł w jakąś czarną wirującą przestrzeń nieprzyjaznych ludzi i chłodnego burego miasta. Taki lodowaty prysznic codzienności. Dlatego najmilszą częścią dnia jest powrót, co pardwa późny, ale powrót, do domu gdzie możesz zamknąć się w swoich czterech ścianach i schronić się przed światem. Chociaż dziś i to niemożliwym jest, bo rodzice(pewnie na znak protestu) wyinstalowali mi drzwi z pokoju i teraz muszę się resocjalizować(boli!!!!)
Czasami  ciekawi mnie, żeby nie powiedzieć, kusi, sprawdzić jak to jest wyjechać ale nie po to żeby wrócić. Pojawiać się w różnych miejscach w różnym czasie, oglądać różnych ludzi, różne zachody Słońca ale nie przywiązywać się do nich, tylko cały czas iść przed siebie. A najważniejsze, żeby iść bez celu i bez obowiązków, bo wtedy człowieka spotykają najdziwniejsze i najpiękniejsze rzeczy. Tak, to mogłoby być bardzo ciekawe, pewnego dnia wyjść z domu i iść tam gdzie cię nogi poniosą. Zastanawia mnie jeszcze tylko jedno. Jak długo bym szła gdy w końcu stwierdziłabym, że czas już wracać...do domu?
Sama nie wiem. 
Zresztą, czy to ważne?
Ważne jest tu i teraz. A tu i wczoraj tata powiedział, że jak będę grzeczna to może mi pokaże jak się skacze ze spadochronem. Pozdrawiam chore Lilę i Izę i niechore  Kóczaczka, Kotka i Rosi...no i AdasiaAdasię(kim on w końcu jest?) PsG, Karolcię i Ciebie drogi Czytelnku, jeżeli nie jesteś jednym z wymienionych.

Złota myśl na dziś(Może spodoba się pannom Rosi i Lili) : Obserwujemy ciekawe zjawisko: bełkot jako środek porozumiewawczy między ludźmi.

Na zdjęciu znowu Olsztyn.

komentarze (11) | dodaj komentarz

Jak rozpętałem czterech pancernych.

sobota, 09 lutego 2008 22:01
Dziś rano ze zdziwieniem stwierdziłam, że leżę w łóżku. Co poniektórzy z Was, drodzy Czytelnicy zapewne coś sobie pomyślą i być może z (dez)aprobatą pokiwają głowami. Niestety był to tylko efekt bardzo realistycznego snu a nie trunków wiadomego pochodzenia...szkoda :D
Dzień dzisiejszy zaczął się całkiem nieciekawie, bo fryzjerem(który obciął mnie na krótko!!!! a przecież mówiłam nic z długości!!!!) a potem stopniowo się rozkręcał. Byłam z Rosi na koniach i pomimo braku chorych na grypę żołądkową Lili i Izy było całkiem fajnie. Potem...tak potem była najbardziej pikantna część dnia- odrabiałam lekcje czekając na Kotka. A jak przyszła Kotek to było fajnie, bo z Kotkiem zawsze się bardzo dobrze rozmawia i tym razem też tak było. Podjęłam zresztą radykalną decyzję która zmieni całe moje życie!!! Koniec z androfobią!!!! Kotek zarzuciła paroma złotymi regułami wprost z kosmosu- ale jej można wierzyć na słowo.
Zapomniałam napisać o moim odkryciu! Rany! Wiecie, że reguła "szukajcie a znajdziecie" powinna zostać zmieniona na "narzekajcie a dostaniecie". Jednym słowem niebiosa miały dość moich jęków i pozwoliły mi na parę godzinek samotności. Karolcia w Gdańsku, mama i tata u rodzinki a Socki wreszcie jest zadowolona z życia(mimo obciętych włosów). Nawet świadomość, że jutro muszę rozwiązywać kolejne matury nie jest mi straszna. W każdym razie dzień dzisiejszy spędziłam w sposób przyjemny obmyślając kolejne plany przejęcia władzy nad światem i zastanawiając się czy można upolować anioła- albo przynajmniej złapać...no ewentualnie po dobroci jakoś go ściągnąć. A teraz już uciekam potańczyć z tatą tango XD (już wrócili). Pozdrawiam: Rosi, Kotka, Kóczaczka, Psg, Izę i Lilę, Kinię oraz Asię i Ciebie drogi Czytelniku! Zdjęcie przedstawia metropolię Olsztyn.

Złota myśl na dziś: Kto zmaga się ze światem, zginąć musi w czasie, by żyć w wieczności.

komentarze (8) | dodaj komentarz

Śmiertelną wojnę serce z okiem toczy.

piątek, 08 lutego 2008 20:44
W końcu, finalnie, nareszcie i wreszcie jest piątek! Czekałam na ten wieczór jak małe dziecko, które z nochalem przytkniętym do szyby czeka na Mikołaja( fragment z rodzicami pomijam). A teraz, gdy w końcu upragniony wieczór nadszedł, wcale się nie cieszę. I wcale, no prawie wcale, nie chodzi mi o to, że nie mogę pobyć sama z własnymi myślami. Ja chyba lubię ten stan, zamartwiać się i gadać do pustych ścian. Po prostu mam ochotę to wyciągnąć swoją melancholię(już trochę pogniecioną) z pudełka po herbacie z napisem cyjanek i posiedzieć razem z nią. Jednym słowem chciałabym pokazać reszcie domowników jak niepocieszona jestem i też popsuć im humory. Wredna jestem, prawda? Cóż, wiem...czasami nie ma limitu na moje narzekania i przyznaję się, szukam jakiejś ucieczki, bo po prostu nie mam ochoty starać się o cokolwiek . I to, jest trochę jak czekanie na złodzieja z szeroko otwartymi drzwiami, z nadzieją, że wszystko co mam, zostanie skradzione. A przecież wiem, że jutro jest jutro i w sumie wszystko jeszcze przede mną.
Ale piątki mają w sobie coś takiego, że nie mogę się oprzeć chwili zamulenia. Dzisiaj to pozamulałam za cały tydzień bo ten piątek był tak zamulasty jak rzadko kiedy.
W szkole jak w szkole, test z biologi- normalny, reszta lekcji wyjątkowo przeciętna i nudna(  śmierć kreatywności) tylko na polskim było weselej bo Iza postanowiła napisać fanfica do Quo vadis w parringu W/L. Po lekcjach rzecz się stała niesłychana, BYŁO prawie jasno, po za tym tak jak zwykle, tyle, że trochę inaczej. Zapomniałam dodać, że Kóczak i Rosi śpiewały mi i Karolinie do melodii psalmu podręcznik od Chemii i, że zaczęłyśmy układać musical. Tradycyjnie Karolcia poinformowała dziewczyny o paru ciekawych epizodach mojego życia( np. ksywka Wynalazek) i skończyło się rumakowanie. Przyjechał tata(zaliczył wszystkie egzaminy na kolejny samolot na maxa :D) i przy obiedzie dyskutowaliśmy o fatalizmie- do czasu. Kazali mi się zamknąć jak powiedziałam, że jak tak, to to ja chce być Demonem Laplace'a i mieć kompletną wiedzę o położeniu cząsteczek elementarnych wszechświata. Karolina stwierdziła, że ze mną nie da się rozmawiać, że przeze mnie rozbolał ją mózg, i, że zawsze muszę podchodzić do wszystkiego naukowo i logicznie i, że jestem beznadziejna(XD). Rzuciła coś o tym, że ona jest empatyczna i kieruje się sercem i emocjami a potem zwyzywała jakąś panią- to tak w telegraficznym skrócie....ja na prawdę mam ciężkie życie :D
Pozdrawiam wszystkich co siedzą po drugiej stronie kabla i zapytuję "Czy rzeczywiście wszystko już jest gdzieś zapisane i nie ma szans na zmianę naszych losów?"

Złota myśl na dziś: Śmierci nie ma - jest tylko przed nią trema.

A na zdjęciu nasz ELO1

komentarze (12) | dodaj komentarz

Nikt nie krzyknie, wszyscy szepczą...

wtorek, 05 lutego 2008 21:48
    Kto chce krzyczeć?! Kto dziś ochotę ma jeszcze wydrzeć się na głos! Kto się żali???Komu odbiera smak zdeptany ludzki los???
Taa drodzy Czytelnicy! Teraz to się na prawdę wnerwiłam! Ze stoickim spokojem znoszę każdą podłą sytuacją ale tego dosyć, skasowałam wcześniejszą notkę, zleciałam ze schodów, wylałam na siebie herbatę, juto mam test z chemii..a do tego od dwóch tygodni nic nie napisałam! Życie to jednak niezła farsa, co? Rozumiem, że ten szereg szarych dni to taki żart sytuacyjny. Szkoda, że mnie nie bawi. Mdli mnie na samą myśl, że jutro muszę iść do szkoły gdzie będzie pełno hałaśliwych ludzi, że znowu będę bronić swojego kawałka podłogi i deptać asfalt i gapić się na tą codzienność cholerną! A myśli znowu odlecą mi na niebieskie, mokre połoniny. A co śmieszniejsze jutro będzie takie jak dziś i jak wczoraj i jak przedwczoraj!!! Ale beton, nie? Chociaż nie, bądźmy optymistami: Nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień. Kto wie, może właśnie jutro, przypadkiem, dokonam odkrycia(z pewnością na chemii) i dostanę jakąś nagrodę super kujona? Wszak wiadomo, niezbadane są wyroki niebios( od jakiegoś czasu mam ich serdecznie dość).
    Zaraz...tylko dlaczego ja tak się unoszę, wściekam, ulgi ni pociechy to nie przyniesie- przecież to tylko chwilowy stan- całe życie to chwilowy stan, z którego bardzo szybko zdrowiejemy gdy spotykamy się z własnym losem.
Tak, ale jak na razie, czas mi iść na spotkanie z własnym losem w trochę innym tego słowa znaczeniu.  Pewnie jak się postaram jutro wcale nie będzie tak złe( po prostu przesadzam) ...chyba muszę się pochylić nad własnymi emocjami i zrobić z nimi porządek, za bardzo się unoszę.
Pozdrawiam 5 z Mafii PSG, PzM(nadchodzę) familię.

Złota myśl na dziś: Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.

komentarze (6) | dodaj komentarz

A czwarty koń to koń czerwony!

niedziela, 03 lutego 2008 20:51
Kolejny weekend nie był spokojny i nudny. Może i jestem kapryśna, ale czy ja proszę o wiele? Chciałabym spędzić zaledwie dwa dni w niczym nie zakłóconej nudzie i lenistwie czytając sobie to na co akurat mam ochotę i myśląc sobie ile teraz rzeczy mogłabym zrobić i ilu nie zrobię. A tu jak na złość impreza za imprezą się ciągną, a gdy chciałam się schronić we własnym pokoju(wczoraj) okazało się, że moi rodzice zrobili taką imprezę, że większość moich rówieśników wypada przy nich jak wapno. Co więcej, dzielnie się na owej imprezie stawiłam(już nie uciekam do babci) i wytrzymałam do pierwszej- potem zdezerterowałam i poszłam czytać Quo Vadis.
Dziś kiedy jechałyśmy na konie razem z Rosi i mamą wyrzekałyśmy na Olsztyńskie kluby. Są...po prostu chamskie. Nie chodzi tu o brak kasy. Nawet miliony nic by nie zmieniły. To trochę jak z człowiekiem eleganckim i parweniuszem. Parweniuszka obwiesi się diamentami i ozdobami jak choinka, wygląda przy tym źle a całe to bogactwo pokazuje innym w sposób wulgarny i wręcz nieestetyczny, kiedy kobieta elegancja- bez obnoszenia się ze swoim bogactwem wygląda, po prostu dobrze. Tak jest ze wszystkim z samochodami, zegarkami i z klubami. Z tą różnicą, że charakter klubu kształtują odbiorcy, więc poziom klubów w mieście mówi całkiem dużo o jego mieszkańcach.
Po za narzekaniem na Olsztyńskie kluby, jazdą konną i czytaniem lektury uczyłam się jeszcze...znaczy wisiałam na książkami przez jakiś czas a potem uznałam, że warto zmienić zajęcie, więc wrzuciłam płytę z narzekaniem. Tym razem użalałam się nad brakiem princesek(rodzaj sukienki) i nad tym, że jutro zaczyna się kolejny tydzień. A tak po za tym, po za tym to jedziemy na "Upiora w Operze". Na horyzoncie pojawił się płomyk nadziei!!! Bo jak wiadomo, wszelkie trudy życia(i szkoły) łatwiej się znosi gdy w przyszłości dalszej lub bliższej czeka nas coś przyjemnego, a musicale niewątpliwie przyjemnymi są. I tak kończy się bajka...Pozdrawiam Ize, Lilę, Elę, Rosi, Kóczaka, Kotka, PSG, rodzinkę...eh i Ciebie Czytelniku.

Złota myśl na dziś: Słabość władzy najwyższej jest najgorszym nieszczęściem ludów.

komentarze (8) | dodaj komentarz

A trzeci koń to koń ze stali, chrapy chrapliwe, oko się pali.

piątek, 01 lutego 2008 23:26
Nadzieja zawsze umiera ostatnia. Dlatego warto być pesymistą i nie mieć nadziei żadnej, chociaż pesymista też może mieć nadzieję. Nieważne.
W każdym razie nadzieja sprawia, ze się łudzimy, na przykład taki Cezar, głupi, łudził się że Gajusz Kasjusz Longinus i Marek Juniusz Brutus nie doprowadzą do jego klęski. No ale jaki związek ma Cezar z dniem dzisiejszym? O dziwo ma! I to nawet podwójny! Po pierwsze było to pytanie retoryczne( w pewnym sensie) i (w pewnym sensie) w ten oto sposób łączy się ze szkołą(test z polskiego był ok) . Po drugie (bez pewnego sensu) byłyśmy  z Izą na "Asterix na Igrzyskach Olimpijskich" to zaś łączy się z pytaniem, dlaczego byłyśmy w kinie a nie na impreeezie. Odpowiedź na to pytanie brzmi "przemilczę".
No ale ostatni dzień karnawału spędziłyśmy całkiem-całkiem łamane na średnio na jeża. Średni na jeża, pomimo skróconych lekcji, była szkoła a całkiem-całkiem  wieczór który tak na prawdę jest świetny ale świetny nie jest EMO więc jest całkiem-całkiem. Przed kinem wyżłopałyśmy z Izą soczek z mango wspominając wyjazd nad morze a potem rozmawiałyśmy o czymś  czego nie pamiętam. Sam film był całkiem fajny, szczególnie podobały mi się  stroje ale i same rozgrywki były niczego sobie. W każdym razie, obejrzeć na pewno się da.
Po kinie wróciłyśmy z Izą tu, rozprawiając o roczniku 91 który, jak wiadomo jest niezbyt nieudany(Egipcjanie mieli plagi. Rzymianie Brutusa, My klasy pierwsze) skoro mowa o naszych młodszych kolegach(i koleżankach) w nauce to dziś zasłyszałam obelgę okropną, tak srogą i okrutną, że wgniata adresata w ziemię. UWAGA cytuję " A ty jesteś starym bakłażanem". A więc moi mili, jeżeli chcecie powiedzieć wrogowi numer jeden co tak na prawdę o nim myślicie! Proszę- to mówi wszystko.
Chciałabym jeszcze coś napisać o przedmiotowym traktowaniu kobiet, ale muszę kończyć bo(zacytuję) Po pierwsze primo: Iza jest na noc i chcemy obejrzeć film. Po drugie primo: Nie mam ochoty na dyskusję z opozycją. Po trzecie primo: Idę zamykać ciszę w słoiki. Życzę miłej zabawy, Drodzy Czytelnicy, wszak noc jest jeszcze młoda!
Złota myśl na dziś: Non sum alcohola perfecta.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 19 marca 2010

Licznik odwiedzin: 252079

Chronon

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

Nota od wydawcy

Strasznie mało miejsca na ten opis. A więc krótko:
Nazywam się Ada ale w necie i dla większości znajomych pozostaję Socki. Interesuję się prawie wszystkim ale szczególnym uczuciem darzę kulturę antyczną, filozofię, kino, angelologię i demonologię, jazdę konną i pisanie?
Jestem uzależniona od herbaty i lubię piec ciastka. Chrupki czekoladowe bez mleka też lubię.
I nie było mnie stać na oryginalny opis.
Mój mail: Socki.sama@gmail.com
Moje gg: 5061265

Etymo-blogia

Takie coś powstaje kiedy takiej osobie jak ja pozwala się publikować posty. Właściwie to blog dla każdego "Drogiego Czytelnika"...dla ptaków wędrownych, odmieńców i dziwaków także a właściwie to przed...

więcej...

Takie coś powstaje kiedy takiej osobie jak ja pozwala się publikować posty. Właściwie to blog dla każdego "Drogiego Czytelnika"...dla ptaków wędrownych, odmieńców i dziwaków także a właściwie to przede wszystkim.

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 14.03.2010 23:24:43
  • autor: aniollewy
  • treść: I ja sie dopiszę jak...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 252079
Bloog istnieje od: 1245 dni

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: